Filmy.

Własnie skończyłam oglądać Igrzyska Śmierci: W Pierścieniu Ognia. Z tego co mówili ci, którzy już go oglądali, film był niesamowity tak samo jak książka. Otóż ja mam podobne zdanie. Poprzeczka była wysoka, bo trylogią jestem zafascynowana, wiec nawet nie liczyłam że film będzie beznadziejny.

Katniss i Peeta (tutaj w roli Jeniffer Lawrance i Josh Hutcherson) po wygraniu siedemdziesiątych czwartych Głodowych Igrzysk wyjeżdżają na Tounee. Zwiedzają jedenaście dystryktów i wygłaszają przemowy. Jednak wcześniej odwiedził ją sam prezydent Snow, mówiąc że musi uspokoić nastroje w dystryktach. Jeśli nie, wybuchnie rewolucja. Pierwszą sceną kiedy chciało mi się płakać, było gdy nasza bohaterka mówiła o Rue. Jednak później Katniss widzi że to na nic. Nawet jeśli ochroni swoją rodzinę i bliskich, co się stanie z resztą ludzi? Ich nie będzie miał kto ochronić.

Prezydent Snow chce się jej pozbyć za wszelką cenę, dlatego obchodząc siedemdziesiąte piąte Głodowe Igrzyska wysyła wylosowane osoby z puli, spośród zwycięzców. Gdy maja swoje kilka minut każdy z nich próbuje co w ich mocy, by zmienić nastrój kapitolińczyków i odwołać Igrzyska, jednak nic z tego nie wychodzi. Katniss i Peeta wracają ponownie na arenę. Jest to dla nich trochę trudne, wszyscy zwycięzcy w jakiejś części się znają i Haymitch namawia ich, by zawarli sojusz, jeśli nie oni będą pierwszymi ofiarami. Obojgu nadal zależy by ocalić siebie nawzajem.

Porównując ''W Pierścieniu Ognia'' z innymi filmami widać znaczącą różnice. Nie będę podawać tytułów, ale ta ekranizacja ma w sobie coś głębszego. Oglądając ma się w sobie ten promyk, który powinien być przy dobrym filmie.

O grze aktorskiej nie będę dużo mówić, bo była niesamowita. Aktorzy zostali dobrze dobrani i oglądając, nie myślałam ''Jezu, a ten/ta co tu robi?''. Każdy z nich odegrał swoja postać tak, jak sobie wyobrażałam czytając książkę. Było dużo smutnych scen, bardzo się wczułam i kiedy widziałam emocje na twarzach bohaterów sama w jakiejś części to czułam.

Zgodnie z zasadą sequeli efekty specjalne biją na głowę te z pierwszej części. Wszystko jest dopracowane z detalami. Arena jest realistyczna i zawiera nowe niespodzianki przygotowane przez Kapitol. Nie można też pominąć faktu, że w filmie jest pełno cytatów z książki. Z pewności każdy fan polubi ten stan rzeczy. Francis Lawrence nie wzorował się jedynie na twórczości Suzanne Collins. On przeniósł ją wiernie na ekran.
Moja ulubiona scena jak sadze była końcówka filmu, kiedy w dżungli Katniss i Finnik natknęli się na głoskółki. Nie wiem czemu, najbardziej zapadło mi to w pamięci.

''W pierścieniu ognia'' dostarcza prawie dwie i pól godziny dobrej rozrywki i widz nie czuje się, że reżyser robi z nas głupka, a postaci łatwo zdobywają nasza sympatie. Kończąc oglądać, chce się zobaczyć więcej i więcej, a o to własnie chodziło. Osobiście będę z niecierpliwością czekać na ''Kosogłosa'' który niestety pojawi się dopiero za rok, ale już wiem że warto czekać.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz